
Wbrew temu, co mówi tytuł posta, dzisiejszy wpis będzie dotyczył nowej płyty Kuby Badacha "Obecny - Tribute to Andrzej Zaucha". Jako, że Zaucha niestety nie żyje (dlaczego zawsze mordowani są ci co robią wiele dobrego?), a szanowny pan Jakub zabrał się za covery utworów pana Andrzeja, nazwałem to pewnego rodzaju reinkarnacją. Albo wskrzeszeniem, albo zmartywchwstaniem, albo recyklingiem, wybierzcie co wam odpowiada.
Prawie wszystkie covery traktuję trochę po "ojczyszemu" (bo "macoszemu" jakoś mi się nie podoba). Może dlatego, że większość super zajebistych piosenek została zmiksowana z techno, innym techno, i jeszcze innym techno. Przykładem może być "One night in Bangkok" w oryginale Murray Head'a. Właściwie cover Vinyl Shakerz nie jest do końca coverem, ale jakoś dla mnie stanowi profanację.
Tak samo piosenki Zauchy w wykonaniu Kuby Badacha obdarowałem chłodnym spojrzeniem. Mój fanatyzm jakoś nie chciał zaakceptować nowych aranżacji "Leniwego Diabła" i innych utworów. Taka zazdrość trochę.
Muszę przyznać, że byłem zbyt surowy. Niedogotowany. Kuba odwalił kawał dobrej roboty. Ma ciekawy głos, taki trochę energetyczny, trochę... nowy? Ciekawa sprawa.
Jednakże, były zgrzyty. Wspomniany "Leniwy Diabeł" stracił takiego wesołego, szybkiego smaczku, podobnie "C'est la vie" i "Bądź moim natchnieniem" tak jakoś posmutniały.
Za to całkowicie pan Badach kupił mnie wykonaniem "Zakochanych staruszków". Nowa wersja dodała kopa, jakoś wzmocniła całą piosenkę. "Byłaś serca biciem". Nawet nie wiem co o tym powiedzieć. Też dobre.
To jakaś taka konwersja na jazz. Z bluesa, swingu. Tak spoważniało.
Ciężko mi to porównywać do A. Zauchy. Zabrakło wesołości, szybości.
Właśnie to, że Zaucha jakoś wyrył mi w głowie większosć swoich piosenek, trudno mi przyjąć ich nowe wersje. Jednak Kuba Badach to jedno z nielicznych, prawdziwych objawień polskiej muzyki. Przy obecnym promowaniu taniego gówna, to pan Badach właśnie jest kimś wielkim.
To smutne że takie prawdziwe gwiazdy są w cieniu.