Jazz na Kresach 2009 - dzień drugi.

Posted by Arghman | Tagi: , ,

Frekwencja: 50%. Nie byłem pierwszego dnia, ale drugiego byłem. I nie żałuję.
Na last.fm dodałem sobie do dziennika taką "recenzję" tego wydarzenia. Jak ktoś chce przeczytać (nie będę tu kopiować, btu jest o bez sensu) to tu jest link.

Reinkarnacja.

Posted by Arghman | Tagi: , , ,


Wbrew temu, co mówi tytuł posta, dzisiejszy wpis będzie dotyczył nowej płyty Kuby Badacha "Obecny - Tribute to Andrzej Zaucha". Jako, że Zaucha niestety nie żyje (dlaczego zawsze mordowani są ci co robią wiele dobrego?), a szanowny pan Jakub zabrał się za covery utworów pana Andrzeja, nazwałem to pewnego rodzaju reinkarnacją. Albo wskrzeszeniem, albo zmartywchwstaniem, albo recyklingiem, wybierzcie co wam odpowiada.

Prawie wszystkie covery traktuję trochę po "ojczyszemu" (bo "macoszemu" jakoś mi się nie podoba). Może dlatego, że większość super zajebistych piosenek została zmiksowana z techno, innym techno, i jeszcze innym techno. Przykładem może być "One night in Bangkok" w oryginale Murray Head'a. Właściwie cover Vinyl Shakerz nie jest do końca coverem, ale jakoś dla mnie stanowi profanację.

Tak samo piosenki Zauchy w wykonaniu Kuby Badacha obdarowałem chłodnym spojrzeniem. Mój fanatyzm jakoś nie chciał zaakceptować nowych aranżacji "Leniwego Diabła" i innych utworów. Taka zazdrość trochę.

Muszę przyznać, że byłem zbyt surowy. Niedogotowany. Kuba odwalił kawał dobrej roboty. Ma ciekawy głos, taki trochę energetyczny, trochę... nowy? Ciekawa sprawa.
Jednakże, były zgrzyty. Wspomniany "Leniwy Diabeł" stracił takiego wesołego, szybkiego smaczku, podobnie "C'est la vie" i "Bądź moim natchnieniem" tak jakoś posmutniały.
Za to całkowicie pan Badach kupił mnie wykonaniem "Zakochanych staruszków". Nowa wersja dodała kopa, jakoś wzmocniła całą piosenkę. "Byłaś serca biciem". Nawet nie wiem co o tym powiedzieć. Też dobre.

To jakaś taka konwersja na jazz. Z bluesa, swingu. Tak spoważniało.

Ciężko mi to porównywać do A. Zauchy. Zabrakło wesołości, szybości.
Właśnie to, że Zaucha jakoś wyrył mi w głowie większosć swoich piosenek, trudno mi przyjąć ich nowe wersje. Jednak Kuba Badach to jedno z nielicznych, prawdziwych objawień polskiej muzyki. Przy obecnym promowaniu taniego gówna, to pan Badach właśnie jest kimś wielkim.
To smutne że takie prawdziwe gwiazdy są w cieniu.

George Carlin - Brain Droppings

I have as much authority as the Pope, I just don't have as many people who believe it.
To raczej nie jest recenzja. Bardziej takie zachęcenie.

Brain Droppings, zgodnie wieloma wyrazami na okładce, to kolekcja? zbiór? tekstów, skeczy, gierek słownych i przemyśleń znanego amerykańskiego komika - nihilisty George'a Carlina. Nie wiem czy amerykańskiego, bo jest z pochodzenia niby Irlandczykiem, ale zostawmy to.

Jakiś czas temu na znanym portalu Joe Monster znalazłem pare skeczy owego Dżordża. Zdrowo się uśmiałem, ale także jakoś skłoniło mnie do przemyśleń na popularne obecne tematy, jak globalne ocieplenie, istnienie boga/Boga ( w zależności kto czyta ;) ), a także szeroko rozumianej "demokracji". Carlin porusza wiele innych wątków - co prawda głównie religijnych, ale znajdzie się też krytyka społeczeńswa amerykańskiego.
W sumie powinienem pisać o nim w czasie przeszłym (zmarł w zeszłym roku), ale że ciągle się spotykam z jego twórczością, jest on dla mnie "wiecznie żywy". heh, coś jak Lenin, nawet podobnie brzmi. Tyle że nie ma nacjonalizacji dóbr itepe.

Wracając: do tego stopnia się zafascynowałem jego osobą, że postanowiłem zamówić dwie jego książki z empiku. Nie jest to polskie wydanie, czemu się nie dziwię. Primo - w książce jest wiele zwrotów i fraz angielskich, więc ich tłumaczenie byłoby bezcelowe/bez sensu, secondo - coś czuję że takie poczucie humoru jakie ma Carlin w Polsce ma niewiele osób, tercio - ogólne święte oburzenie ze stron Kościoła spowodowane fragmentami skutecznie utrudniłoby wydanie książki, a nawet jeśli nie, to zmniejszyłoby grono zainteresowanych.
Tak czy inaczej, zakupiłem dwie jego książki (owe Brain Droppings i podobną tematycznie When Will Jesus Bring The Pork Chops? - niepowiem, dobry tytuł). Trochę obawiałem się, że nie zrozumiem tekstu ze względu na jakiś strasznie zaawansowany englisz, ale jakoś sobię radzę - większość da się zrozumieć, co bardziej wyszukane zwroty można sobie wygrzebać ze słownika. Więc proszę się nie zniechęcać.
Brain Droppings to właściwie nie jest taka typowa książka co się czyta od deski do deski. Jak ma się zły dzień, można otworzyć na byle jakiej stronie i zgłębić się w umysł autora, pośmiać się, i wrócić do reszy życia.

W dużej mierze Carlin szuka sensu w amerykańskich powiedzonkach i związkach frazeologicznych, zmienia ich budowę. Oczywiście związki te są przetłuaczalne na polski, więc da się skumać co poeta miał na myśli.
"Preschool teacher": If it's not a school, why do they need a teacher? Don't they need a "preteacher"?

Nie wiem co mógłbym tu napisać. Że warto przeczytać? Jak ktoś ceni humor Carlina tak jak ja, to powinien zahaczyć o tą lekturkę.
No ok, powiem: warto przeczytać, albo chociaż zerknąć.

Hugh Laurie - Sprzedawca Broni

Oczywiście mogłem wymyślić jakąś bajeczkę o konieczności odwiedzenia dziadków, siedmiorga dzieci lub doradcy w klinice chorób wenerycznych, ale ostatecznie uznałem zwykłe "spierdalaj" za najmniej skomlikowane.

Tak. Zacznę od książki. Przeczytałem ją niedawno, więc dużo mi zostało w łepetynie.

Hugh Laurie to brytyjski aktor (Dr House), komik, scenarzysta, ale także obiecujący pisarz. Ośmieliłem się napisać obiecujący, ponieważ
Sprzedawca Broni to jak na razie jego jedyna książka. Kolejna (The Paper Soldier) ma się ukazać jeszcze w tym roku, ponoć w październiku. Co nie zmienia faktu, że na amazonie czy innych podobnych portalach można już ją zamówić. Dziękuję, poczekam na polskie wydanie.

Napisałem obiecujący, ponieważ
Sprzedawca... to kawał dobrej książki.


Co się zwykle pisze w recenzji, to jakiś opis tego co się dzieje na kartach powieści (nie wiem czy to dobre słowo, ale mi pasuje). Więc coś napiszę.

Główny bohater to były żołnierz Gwardii Szkockiej. Cynik, o specyficznym, inteligentym poczuciu humoru, który jeździ kawasaki i pije szkocką. Jest jednocześnie narratorem, wtrącającym wiele uwag, co bardzo mi przypadło do gustu. Co jakiś czas parskałem śmiechem, bo naprawdę jest przy czym.

Wracając do plotu: główny bohater, przebywając w Amsterdamie, spotyka się z nieznanym mu człowiekiem, który oferuje mu pieniądze za zabicie pewnego osobnika. Jak się można domyśleć, prawy obywatel odmawia. Jednocześnie psotanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę o planowanym morderstwie.

Nie wiem czy tyle wystarczy, ale nie chce zdradzać więcej szczegółów.

Rozdziały są poprzedzone cytatami z różnych postaci historycznych, psalmów i książek. Nie do końca niektórych rozumiem, ale ciekawy pomysł.

Sprzedawca Broni to powieść (argh!) akcji, z przygodami Dżejmsa Bonda, tyle że bez Bonda. Co w sumie wyszło na plus, bo zawsze to jakaś odmiana. Tajne bronie, terroryści, fajne laski i tona, jeśli nie więcej, przemyśleń głównego bohatera, które przyprawiają o atak zaplucia ze śmiechu. Przemyślenia, które spotykają chyba każdego, ale nie każdy o tym mówi a tym bardziej nie pisze.

Polecam wszystkim, którzy cenią specyficzne poczucie humoru. Brytyjskie? nie wiem czy to trafne określenie, bo jak sam o tym myśle to jedyne skojarzenie to Monty Python i samoobrona przed owocami. Tak czy inaczej, zachwycam się, ochy i achy, no i czekam na wspomnianą kolejną książką o papierowych żołnierzach.


BTW. Jak tak teraz przeczytałem moje wypociny, to nie kojarzy mi się to z recenzją. Ale no jestem tylko człowiekiem.

Pierwszy.

Posted by Arghman | Tagi: , ,

Witam witam. Ten tekst ponad postem to takie głupoty że szok. Nie wiem dlaczego w ogóle to zamieściłem. Może dlatego że lubię absurd.

O czym ten blog? o wszystkim: co przeczytałem, co warto obejrzeć, co myślę.

Zaskakujące! myślę!

ano troszkę takie mylące to. może pokuszę się o parę opowiadań, recenzji płyt, książek i takie tam.
po raz n-ty zakładam jakiegoś bloga bo szukam upustu twórczości. a internet, podobnie jak świat jest chory i dziwny, ale daje tą szansę zaistnienia.

pozdrawiam, i no zaglądajcie tu czasem.